Maria Rosińska Wielkie mi co!
Wpadł do mieszkania jak bomba i prosto do pokoju.
-- Jacek!
-- zawołała mama.
-- Spójrz, jakie ślady zostawiasz na podłodze!
-- Nie mam czasu zmieniać butów
-- odburknął Jacek.
-- Co za chłopak!
- narzekała matka.
-- Świeżo zapastowana podłoga! Czy wiesz, ile się przy tym trzeba napracować?
-- Wielkie mi co, podłoga!
-- wzruszył Jacek ramionami.
-- Sam mógłbym ją oczyścić i nie byłoby tyle zmartwienia. Niech mi tylko mama powie, kiedy.
-- Doskonale
-- zgodziła się mama.
W dwa tygodnie potem zabrał się Jacek do pastowania podłogi. Oho! nie było to takie proste.
Już w połowie pastowania poczuł, jak mu z czoła spływa coś wilgotnego... Ręce miał zajęte
-- nie mógł zetrzeć opadającej kropli
-- więc sunęła przez nos ku wardze, aż spadła na wywieszony język.
-- Słona
-- zdziwił się Jacek.
-- Ach, to pot!
-- domyślił się.
Ledwie zdążył umyć ręce po robocie -- dzwonek. Otworzył. Wpadła Krysia. I -- prosto do pokoju.
Jacek szarpnął ją energicznie za rękaw.
-- Dokąd?
-- krzyknął oburzony.
-- Nie widzisz, że podłoga świeżo froterowana?
-- Wielkie mi co, podłoga!
-- Krysia wzruszyła ramionami.
-- Wielkie mi co?!
-- zawołał Jacek.
-- A wiesz, ile się przy tym trzeba napracować? Idź zmienić buty!