Zbigniew Przyrowski Pogotowie na skrzydłach
Smutno było w szkole. Dzieci spoglądały na puste miejsce w ławce obok Małgosi. Jeszcze wczoraj siedział tam najweselszy ze wszystkich, mały, rumiany Adaś.
"Czy będzie żył?"
-- każdy teraz zadawał sobie w myśli to samo pytanie.
Rano Adaś wybrał się do szkoły razem z innymi dziećmi. Kiedy przechodzili przez most, Adasia zaciekawiło coś na rzece. Przeszedł za poręcz, żeby się lepiej przyjrzeć. Pochylił się, stracił równowagę i runął w dół. Na krzyk dzieci nadbiegli dorośli. Wyciągnęli Adasia. Chłopiec był nieprzytomny.
-- Spadając uderzył o filar. Nie wiadomo, czy wyżyje
-- usłyszały dzieci, kiedy ociekającego wodą Adasia niesiono do najbliższego domu. Widoku pobladłej twarzy kolegi nie można było zapomnieć.
W klasie panowało przygnębienie. Pod koniec trzeciej lekcji nad szkołą rozległ się nagle głośny warkot samolotu. Dzieci podbiegały do okien. Niziutko, tuż nad ziemią, leciała nieduża, srebrna maszyna. Nad pastwiskiem pod lasem zatoczyła krąg, zaczęła się zniżać, wylądowała. Do samolotu szybko zbliżała się grupka ludzi. Wyraźnie było widać, że nieśli coś ze sobą.